GW Poznań nr 153, wydanie pop z dnia 04/07/2005 KULTURA, str. 10

Tomasz Janas

Recenzja koncertu Emergency, Prototypu i Snowmana z Mikołajem Trzaską

Młodzi, Trzaska i Nosferatu

W ciepły piątkowy wieczór na dziedzińcu Szkoły Baletowej bardzo interesującą muzykę grały trzy młode zespoły: Emergency, Prototyp i Snowman. Dobrym duchem imprezy i wsparciem dla wszystkich zespołów był saksofonista Mikołaj Trzaska

Warto było przyjść w piątkowy wieczór na dziedziniec Szkoły Baletowej w Poznaniu, gdzie prezentowały się młode poznańskie zespoły muzyczne. Choćby po to, by przekonać się, że zespoły należące do tutejszej sceny muzycznej potrafią zaprezentować ciekawą muzykę. Że w różnorodności ich artystycznych wizerunków więcej jest poszukiwań niż naśladowania popularnych wzorców. Że jest publiczność chętna do słuchania ich kompozycji. No i wreszcie, że dziedziniec Szkoły Baletowej jest miejscem świetnie nadającym się na koncerty.

Zagrały w tenże piątkowy wieczór zespoły Emergency, Prototyp i Snowman. Gościem każdego z nich i jednym z bohaterów wieczoru był Mikołaj Trzaska. Ten znakomity saksofonista, grający też na klarnecie basowym, uwielbia improwizację i muzyczne eksperymenty. Sceniczne spotkanie z trzema poznańskimi zespołami było więc pomysłem w sam raz dla niego. Zwłaszcza że Trzaska z całą pewnością nie był gwiazdą koncertu. Bo nie przyjechał tu po to, by być gwiazdą, ale raczej partnerem, wsparciem, inspiracją dla swych młodszych kolegów. Po to, by wspólnie wykreować ciekawe muzyczne zdarzenia.

Udało się to aż nadto dobrze we wspólnym graniu z zespołem Emergency. To kwintet proponujący zadziwiająco dojrzałą, konsekwentną muzykę, daleką od łatwych - nawet jak na jazz - rozwiązań. Kontekstem ich własnych poszukiwań jest szeroko pojęta awangarda, choć to jednocześnie muzyka respektująca kanony jazzowej tradycji. Jego członkowie przekonująco realizują własny pomysł na muzykowanie, do tego interesująco improwizują, zwłaszcza saksofonista Paweł Postaremczak i grający na klarnecie basowym Wacław Zimpel.

Równie ciekawie, choć zupełnie odmiennie stylistycznie zagrał zespół Snowman - znany uważnym obserwatorom poznańskiej sceny muzycznej. Tym razem jego członkowie podjęli się zadania szczególnie intrygującego, postanowili bowiem na żywo zagrać muzykę do wyświetlanego w tyle sceny legendarnego filmu "Nosferatu" Murnaua. Komu się wydaje, że współczesna, momentami dość mocna i również gitarowa muzyka nie pasuje do filmu z początku XX w., ten powinien posłuchać improwizującego Snowmana. Bo choć trudno określić ich występ wielkim wydarzeniem, to jednak potrafili z niezwykle wielkim wyczuciem "dopisać się" do klasycznego filmu, nadać mu współczesny kontekst. Mówiąc półżartem - być może członkowie Snowmana potrafili dać filmowi od siebie, na żywo, więcej niż grający niemal w tym samym czasie, również pod gołym niebem, Philip Glass.

Chyba najmniej emocji wzbudził we mnie występ zespołu Prototyp - co nie znaczy, że był to występ nieudany. Członkowie zespołu realizują swój pomysł w kontekście nurtu neo fusion - muzyki z jednej strony o rockowej proweniencji, z drugiej otwartej na improwizację. Wydaje się jednak, że szukają jeszcze własnego języka i pewności, czy podążają właściwą drogą. Mamy tu dobre brzmienie, sprawnych instrumentalistów, a jednak najwyraźniej dopiero granie Trzaski powodowało, że i pozostali muzycy "dostawali skrzydeł".

Prototyp może się jednak niebawem okazać bardzo ciekawym zespołem, co z pewnością można powiedzieć też o pozostałych grupach prezentujących w piątkowy wieczór dzisiejsze oblicze nowej poznańskiej sceny muzycznej.