GW
Poznań nr 153, wydanie pop z dnia 04/07/2005 KULTURA, str. 10
Młodzi,
Trzaska i Nosferatu
W ciepły piątkowy wieczór na dziedzińcu Szkoły Baletowej
bardzo interesującą muzykę grały trzy młode zespoły: Emergency, Prototyp i
Snowman. Dobrym duchem imprezy i wsparciem dla wszystkich zespołów był
saksofonista Mikołaj Trzaska
Warto
było przyjść w piątkowy wieczór na dziedziniec Szkoły Baletowej w Poznaniu,
gdzie prezentowały się młode poznańskie zespoły muzyczne. Choćby po to, by
przekonać się, że zespoły należące do tutejszej sceny muzycznej potrafią
zaprezentować ciekawą muzykę. Że w różnorodności ich artystycznych wizerunków
więcej jest poszukiwań niż naśladowania popularnych wzorców. Że jest
publiczność chętna do słuchania ich kompozycji. No i wreszcie, że dziedziniec
Szkoły Baletowej jest miejscem świetnie nadającym się na koncerty.
Zagrały
w tenże piątkowy wieczór zespoły Emergency, Prototyp i Snowman. Gościem każdego
z nich i jednym z bohaterów wieczoru był Mikołaj Trzaska. Ten znakomity
saksofonista, grający też na klarnecie basowym, uwielbia improwizację i
muzyczne eksperymenty. Sceniczne spotkanie z trzema poznańskimi zespołami było
więc pomysłem w sam raz dla niego. Zwłaszcza że Trzaska z całą pewnością nie
był gwiazdą koncertu. Bo nie przyjechał tu po to, by być gwiazdą, ale raczej
partnerem, wsparciem, inspiracją dla swych młodszych kolegów. Po to, by
wspólnie wykreować ciekawe muzyczne zdarzenia.
Udało
się to aż nadto dobrze we wspólnym graniu z zespołem Emergency. To kwintet
proponujący zadziwiająco dojrzałą, konsekwentną muzykę, daleką od łatwych -
nawet jak na jazz - rozwiązań. Kontekstem ich własnych poszukiwań jest szeroko
pojęta awangarda, choć to jednocześnie muzyka respektująca kanony jazzowej
tradycji. Jego członkowie przekonująco realizują własny pomysł na muzykowanie,
do tego interesująco improwizują, zwłaszcza saksofonista Paweł Postaremczak i
grający na klarnecie basowym Wacław Zimpel.
Równie
ciekawie, choć zupełnie odmiennie stylistycznie zagrał zespół Snowman - znany
uważnym obserwatorom poznańskiej sceny muzycznej. Tym razem jego członkowie
podjęli się zadania szczególnie intrygującego, postanowili bowiem na żywo
zagrać muzykę do wyświetlanego w tyle sceny legendarnego filmu
"Nosferatu" Murnaua. Komu się wydaje, że współczesna, momentami dość
mocna i również gitarowa muzyka nie pasuje do filmu z początku XX w., ten
powinien posłuchać improwizującego Snowmana. Bo choć trudno określić ich występ
wielkim wydarzeniem, to jednak potrafili z niezwykle wielkim wyczuciem
"dopisać się" do klasycznego filmu, nadać mu współczesny kontekst.
Mówiąc półżartem - być może członkowie Snowmana potrafili dać filmowi od
siebie, na żywo, więcej niż grający niemal w tym samym czasie, również pod
gołym niebem, Philip Glass.
Chyba
najmniej emocji wzbudził we mnie występ zespołu Prototyp - co nie znaczy, że
był to występ nieudany. Członkowie zespołu realizują swój pomysł w kontekście
nurtu neo fusion - muzyki z jednej strony o rockowej proweniencji, z drugiej
otwartej na improwizację. Wydaje się jednak, że szukają jeszcze własnego języka
i pewności, czy podążają właściwą drogą. Mamy tu dobre brzmienie, sprawnych
instrumentalistów, a jednak najwyraźniej dopiero granie Trzaski powodowało, że
i pozostali muzycy "dostawali skrzydeł".
Prototyp
może się jednak niebawem okazać bardzo ciekawym zespołem, co z pewnością można
powiedzieć też o pozostałych grupach prezentujących w piątkowy wieczór
dzisiejsze oblicze nowej poznańskiej sceny muzycznej.